Ustaw jako stronę startowąDodaj do ulubionychKontaktMapa stronyKanał RSS

Z ojcem Pawłem Dylem, kamilianinem, dyrektorem ośrodka zdrowia w Tbilisi, który opowiada o swojej pracy misyjnej, o tym, jak się żyje w Gruzji i jak Polacy mogą wesprzeć zakonników i ich wysiłki, rozmawia Tomasz Cukiernik.

wywiad, gruzja, kamilianie, Tbilisi, ośrodek, niepełnosprawni, misje w Gruzji

Chleb z masłem dla dzieci z Gruzji

Ostatnia aktualizacja: 16/12/2010; 07:48.
   


Z ojcem Pawłem Dylem, kamilianinem, dyrektorem ośrodka zdrowia w Tbilisi, który opowiada o swojej pracy misyjnej, o tym, jak się żyje w Gruzji i jak Polacy mogą wesprzeć zakonników i ich wysiłki, rozmawia Tomasz Cukiernik.

Chleb z masłem

- Czym konkretnie zajmują się polscy kamilianie w Gruzji?

- Zajmujemy się osobami niepełnosprawnymi w Domu Pobytu Dziennego św. Kamila, od 12 lat prowadzimy także ośrodek zdrowia "Redemptor Hominis" - dar sługi Bożego Jana Pawła II dla gruzińskiego narodu, gdzie bezpłatnie przyjmujemy osoby najbiedniejsze, mamy też opiekę hospicyjną w domach prywatnych - siostra zakonna wraz z wolontariuszami pomaga osobom starszym, niepełnosprawnym, które bez naszej opieki nie dałyby sobie w życiu rady. Poprzez akcję "Chleb z masłem dla dzieci z Gruzji" pomagamy dzieciom w Gruzji. Polska rodzina może zadeklarować, że będzie wpłacała 30 zł na miesiąc, za co w Gruzji jeszcze do niedawna można było kupić 25 bochenków chleba. Teraz ceny trochę podskoczyły. W tej chwili jest w Polsce około 500 takich dobroczyńców. Z kolei Włosi w ramach akcji "Adopcja na odległość" wpłacają po 25 euro na miesiąc na potrzeby biednych dzieci, a także osób niepełnosprawnych i starszych. Ponadto wydajemy żywność, ubrania. Prowadzimy też parafię katolicką w Gori, mieście urodzin Stalina. Ponieważ tamtejszy kościół został zagarnięty przez prawosławnych, to mamy małą kaplicę w jednym z domów. Drugi kościół mamy w wiosce Achalchiza. Jednak podstawa działania zakonu kamilianów jest pomoc chorym. Po to tu jesteśmy i mamy wszelkie ku temu możliwości, żeby pomagać. Tutaj wielkie jest rzeczywiście morze potrzeb w sferze socjalno-medycznej. Prowadzimy też jeden projekt dla uchodźców z Osetii Południowej i Abchazji. Niedaleko Gori mamy ośrodek, gdzie prowadzimy rehabilitację psychologiczną dla dzieci z traumami po wojnie z Rosją w 2008 roku.

- Jak wygląda wasza sytuacja finansowa?

- Naszą działalność finansuje Zakon Posługujących Chorym - Kamilianie. Jesteśmy podzieleni na różne Prowincje. Do września 2010 roku tę Misję prowadziła Prowincja Piemoncka (Włochy), a od września tego roku prowadzi ją Polska Prowincja, a włoscy współbracia pomagają finansowo. Ostatnio mieliśmy niestety cięcia finansowe - nasz budżet został zmniejszony o około 40 procent. Od państwa gruzińskiego nie otrzymujemy żadnej pomocy finansowej, dlatego musimy liczyć na pomoc ludzi dobrej woli.

- Od kiedy kamilianie są w Gruzji i ilu ich jest?

- Najpierw kamilianie z Włoch przyjechali do Armenii po trzęsieniu ziemi w 1988 roku. Stolica Apostolska darowała dla narodu ormiańskiego szpital i poproszono kamilianów, aby go prowadzili. Pierwotnie miało to być kilka miesięcy, a potem szpital miało przejąć państwo ormiańskie, ale jednak prowadzimy go do tej pory. Z Armenii przybyliśmy do Gruzji, gdzie jesteśmy od około 15 lat. Natomiast ośrodek zdrowia działa od 1997 roku. W tej chwili w Gruzji pracuje trzech kamilianów - dwóch Polaków i jeden Gruzin. I oczekujemy jeszcze jednego Polaka - brata zakonnego.

- Jak wygląda sytuacja Kościoła katolickiego w Gruzji? Czy państwo finansuje wyznania religijne?

- Kościół katolicki w Gruzji nie ma statusu prawnego, czyli można powiedzieć, że oficjalnie nie istnieje. Gruzja podpisała konkordat jedynie z Kościołem prawosławnym. Kościół katolicki nie jest uznawany przed państwo, dlatego na przykład inwestycje można robić poprzez specjalną organizację humanitarną. Zwykły Gruzin z wielką życzliwością patrzy na przedstawicieli Kościoła katolickiego. Jest to związane być może z tym, że w tych najtrudniejszych czasach pomagaliśmy Gruzinom. Kiedy był głód, straszna bieda na przełomie lat 80. i 90., Caritas bardzo pomagał Gruzinom - uratował od śmierci głodowej bardzo wiele osób. Poza tym naród gruziński z natury jest bardzo tolerancyjny. Na ulicy Leselidze w Tbilisi obok siebie stoją: kościół prawosławny, kościół ormiański, meczet i synagoga, a kościół katolicki, prowadzony przez polskich księży, znajduje się trzy kilometry dalej. Natomiast sam Kościół prawosławny w Gruzji poszukuje własnej tożsamości po latach niszczenia przez system komunistyczny. Tutaj cerkwie się zamykało, księży się zabijało lub wysyłało do łagrów. Przedstawiciele Kościoła prawosławnego często z wrogością odnoszą się do Gruzina, jeśli nie jest on wyznania prawosławnego. Występuje na przykład praktyka powtórnego chrzczenia katolików. Żył kiedyś taki ksiądz prawosławny Wasilij za czasów Szewardnadzego, który bił świadków Jehowy i palił baptystom kontenery z Biblią. Ostatnio ta agresja trochę się uspokoiła. Jednak nadal posądzają nas o prozelityzm, a często właśnie wychodzi na odwrót. Kościół prawosławny czyni teraz wielkie inwestycje w Gruzji. Wybudowano piękną cerkiew Trójcy Przenajświętszej w Tbilisi. Powstaje wiele innych nowych świątyń. Co znamienne, ludzie mają taką mentalność, jak przed wiekami, że za pomocą dużych darowizn na budowę świątyni chcą, by Pan Bóg wybaczył im grzechy. Choć ja uważam, że część z tym pieniędzy mogłoby zostać przeznaczone na kościół żywy, na chorego człowieka, który potrzebuje tej pomocy. Miałoby to większy sens. Ale tutaj wiara jest często ograniczona do zewnętrznych praktyk pobożnościowych.

- Jak ojciec trafił do Gruzji? Dlaczego ojciec wybrał akurat Gruzję?

- Na początku powstania tej Misji pracował tu ojciec Paweł Szczepanek z Kamiennej Góry, który niestety zginął w wypadku samochodowym. Ja byłem wyświęcony w 1999 roku w Warszawie wraz z dwoma kolegami, którzy byli właśnie z Gruzji. Potem poszliśmy na obiad z kardynałem Józefem Glempem i nasz stolik był obok stolika Gruzinów. A wtedy nie myślałem jeszcze o Gruzji. Kiedy zginął ojciec Paweł, prowincjał szukał kogoś na jego miejsce. I ja wtedy poczułem silnie w głębi duszy, że mam tutaj przyjechać i zgłosiłem się. Moja rodzina zaczęła panikować, bo to Gruzja i Czeczenia. Ale tutaj nie jest niebezpiecznie. Przeżyłem w Tbilisi wojnę z 2008 roku. Informacje, jakie docierały do mnie z zagranicy na temat tej wojny w porównaniu z tym, co widziałem na miejscu, nie miały nic ze sobą wspólnego. W Tbilisi Rosjanie zbombardowali tylko radiostację i lotnisko wojskowe. Wojna nie była taka straszna, jak ją opisywano.

Czy ojciec przygotowywał się jakoś do wyjazdu do Gruzji?

- Pojechałem na trzy miesiące do Włoch, by nauczyć się języka włoskiego, bo miałem tu współpracować z Włochem. Poza tym zbierałem tylko informacje na temat Gruzji. Jak składa się śluby kapłańskie, to takiego człowieka można porównać do człowieka zakochanego, używa się więcej serca niż rozumu. Długo o tym nie myślałem - gdzie jadę i co mam robić.

- jest głównym celem domu pobytu dziennego?

- Podstawowy cel polega na tym, by osoby niepełnosprawne fizycznie lub chore psychicznie poczuły się pełnowartościowymi członkami społeczeństwa, żeby nie czuły się gorsze. W Gruzji te osoby są bardzo spychane na margines. Zajęcia prowadzone są z zakresu muzykoterapii, art-terapii, ergoterapii. Dzięki pomocy wolontariuszy z Polski od roku prowadzimy także fizjoterapie. Pracuje także u nas psychoterapeuta Rezo Korenteli, który jest jednym z najlepszych w Gruzji. W tej chwili pomagamy 36 osobom. Mamy taki system 6-miesięcznych kuracji, ponieważ nie chcemy zrobić z tego domu przechowalni dla osób niepełnosprawnych. Nie chcemy, żeby rodzina osoby niepełnosprawnej zrzucała całą odpowiedzialność na nas. Tym bardziej, że ci chorzy ludzie w rodzinie zwykle czują się dobrze. W ZSRR w niektórych szpitalach w sposób brutalny rozwiązywano problem z niepełnosprawnością. Jeśli takie dziecko się rodziło, to nie udzielano mu żadnej pomocy i skazywano na natychmiastową śmierć. Od 3 lat budujemy duże, nowoczesne, Centrum dla Niepełnosprawnych (dom pobytu dziennego i dom pobytu stałego).
W nowo powstającej strukturze znajdą zatrudnienie także niektórzy nasi podopieczni. W tej chwili jest ono w stanie surowym zamkniętym. Jednak mamy dwa problemy z wykończeniem tego budynku. Po pierwsze, pieniądze, a po drugie, brak specjalistów - hydraulika, elektryka, który mógłby fachowym okiem spojrzeć na ten prace budowlane. Miejscowi budowlańcy od niedawna uczą się wdrażać nowoczesne techniki budowlane, które w Polsce używane są już od wielu lat. Nawet prezydent Michaił Saakaszwili dla różnych inwestycji ściąga ludzi z całego świata. Oczywiście miejscowi mogą to zrobić, ale ja miałem takie przypadki, że tę samą pracę musieli poprawiać trzy razy. A to jest i kosztowne, i czasochłonne. Szukamy wolontariuszy-fachowców, którym możemy zapewnić warunki mieszkalne i wyżywienie. Chcemy także rozwinąć rehabilitację, co w Gruzji jest bardzo zaniedbane i też brakuje specjalistów. Ambasada Polska w Gruzji zafundowała z projektu polskiej pomocy zagranicznej sprzęt rehabilitacyjny za 30 tys. euro, który teraz jest w drodze do Gruzji. Od roku współpracujemy z Fundacją "Dom" z Opola, która pod kierownictwem wspaniałych ludzi Państwa Kazimierza i Teresy Jednoróg otacza opieką dzieci i młodzież z niepełnosprawnością fizycznie i umysłowo.

- Jak często ojciec jeździ do Polski?

- Raz w roku na miesiąc urlopu. Zwykle cały miesiąc nie jestem w Polsce, ale jadę też do Turynu, by spotkać się z ludźmi, którzy pomagają naszej Misji.

- Jak się w Gruzji żyje zwykłym ludziom? Czy pod rządami Saakaszwilego idzie ku dobremu, czy też nie?

- Rozwój kraju jest duży, widzimy nowe drogi, obiekty rekreacyjne, powstał system ubezpieczeń społecznych dla najbiedniejszych, który jednak jest jeszcze bardzo daleki od ideału. Wszystkie szpitale w Gruzji są w rękach prywatnych i za wszystkie zabiegi trzeba płacić. Windy zaczęły działać - jak na tutejsze warunki to już wiele. Nie ma już problemów z wodą ani prądem, chyba że na głębokiej prowincji. Samochodów jest coraz więcej. Kiedyś ludzie byli zadowoleni, jak mieli trochę światła i trochę chleba, a teraz inaczej patrzą na świat. Chcieliby żyć jak na Zachodzie. Wielu Gruzinów wyjechało za granicę do Turcji, do Grecji i przysyła tutaj pieniądze.

- Jak można pomóc kamilianom w Gruzji?

- Szukamy wolontariuszy z dwóch dziedzin: budowlanka i rehabilitacja, ale mile widziane byłyby także osoby bez doświadczenia i wykształcenia w tej dziedzinie do pracy z niepełnosprawnymi. Można też pomagać finansowo w ramach akcji "Chleb z masłem dla dzieci z Gruzji", czy poprzez ofiary na rzecz budowy Centrum dla Niepełnosprawnych (konto poniżej). Jak ktoś sam tu przyjedzie i na miejscu zobaczy, jak wszystko wygląda, to zmienia mu się sposób widzenia świata, życia. Człowiek nie pozostaje obojętny po takim pobycie.

Ofiary można składać na konto:
Misje kamiliańskie Zakon OO. Kamilianów Prowincja Polska
42-606 Tarnowskie Góry, ul. Bytomska 22
BS Tarnowskie Góry 26 8463 0005 2001 0050 4898 0001
z dopiskiem: "Chleb z masłem dla dzieci z Gruzji" albo: "Centrum dla Niepełnosprawnych w Gruzji"

Rozmowę przeprowadził - red. Tomasz Cukiernik

Niniejszy wywiad został opublikowany
w 12 numerze miesięcznika "Opcja na Prawo" z 2010 r.
Stronę wyświetlano 3019 razy
od 15 grudnia 2010 roku.
1998-2017 (C) Kamilianie & Krzysztof Gawliczek.